niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 5

Kiedy budzik zadzwonił byłam strasznie niewyspana. Wieczorem, po umeblowaniu mojego pokoju zrobiliśmy sobie wspólny wieczór filmowy, no i trochę to trwało. Gdy już skończyliśmy było po północy, więc od razu zwinęłam się do siebie. Dodatkowo nim zasnęłam przeniosłam kilka swoich ciuchów do szafki przy łóżku. Tak, więc nie spałam za długo. Uznałam, że najlepiej będzie jeśli będę wstawała tak jak oni, ale to chyba nie jest dobry pomysł... Chociaż wolę wstawać wcześniej niż być budzoną w jakiś dziwny sposób...
Półprzytomna wstałam z łóżka, związałam włosy w luźny kucyk i zeszłam na dół do kuchni. Na wejściu zobaczyłam Louisa stojące tyłem do mnie przy lodówce oraz pozostałą czwórkę siedzącą przy stole.
- Louisku, zrób mi kawę – mruknęłam.
- Dobrze siostrzyczko – przytaknął nawet na mnie nie patrząc, podczas gdy chłopaki wlepiali we mnie swoje gały.
Nie wiem o co im chodzi... Postanowiłam się tym nie przejmować i zająć się szykowaniem śniadania. Zaczęłam zastanawiać się co mogę zjeść i uznałam, że nie jestem aż tak bardzo głodna. Otworzyłam szafkę, by sięgnąć po pudełko z płatkami. Jako, że półka leżała dość wysoko musiałam się nieźle wyciągnąć, co spowodowało, że moja bluzka poszła trochę do góry. Kiedy już zgarnęłam to co chciałam, usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam jeść płatki na sucho. Spojrzałam na chłopaków, a oni wciąż patrzyli się na mnie, nie zmieniając swoich póz ani o milimetr. Spojrzałam na brata, który właśnie odwrócił się w ich stronę i gdy zobaczył ich miny od razu spojrzał na mnie zaskoczony. Uśmiechnęłam się niewinnie, gdy na jego twarzy zaczęła malować się złość.
- Chcesz trochę? - zapytałam ziewając.
- Co ty masz na sobie? - zapytał olewając moje pytanie.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam swoją piżamę składającą się z szarej koszulki na ramiączka oraz krótkich spodenek.
- Wydaje mi się, że piżamę – wzruszyłam ramionami.
- To ma być piżama? Chyba sobie żartujesz – oburzył się.
O nie, będzie afera. Przy nich?
- Louis, ogarnij się, nie jesteśmy tu sami.
- No właśnie. Ze względu na to nie powinnaś się tak ubierać.
- Nam to nie przeszkadza... - odezwał się Harry przygryzając wargę.
- Nie odzywaj się i nie patrz tak na moją siostrę! - walnął go w głowę. - Vanessa, idź się przebrać, natychmiast.
- Nie jesteś moim ojcem – od razu się rozbudziłam.
- Masz rację, nie jestem, ale mieszkasz pod moim dachem i masz to zrobić, teraz.
- To nie tylko twój „dach”. Chłopakom nie przeszkadza, prawda? - zwróciłam się do oniemiałej czwórki.
- Tak – odpowiedzieli chórkiem i przytaknęli.
- Chłopaki! - warknął na nich, a oni od razu odwrócili ode mnie wzrok. - Vanessa, idź się przebrać, bo porozmawiamy inaczej...
- No to słucham – skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Jeśli nie pójdziesz na górę, zadzwonię do mamy – spiorunował mnie wzrokiem.
- Chyba sobie jaja robisz... - spojrzałam na niego, ale nie śmiał się. Jego wzrok był całkowicie poważny. - Nie ośmielisz się – szepnęłam.
Posłał mi spojrzenie mówiące „zdziwisz się”, po czym sięgnął po swój telefon i zaczął w nim szperać. Przyłożył telefon do ucha i poczekał chwile.
- Cześć mamo, co tam u ciebie? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
Patrzyłam na niego zdziwiona i pełna strachu. Wiem, że jeśli powie wszystko mamie, to będę musiała wracać do Doncaster, a... ja nie chcę wracać. Jestem tu zaledwie 3 dni? Nie... to zdecydowanie za wcześnie na powrót.
- Okej – syknęłam i wkurzona udałam się do swojego pokoju.
Zrezygnowana chwyciłam pierwszą lepszą bokserkę oraz spodnie dresowe i bieliznę i udałam się do łazienki by się przebrać. Ogarnięta usiadłam na łóżku i zaczęłam zastanawiać się, co mam teraz zrobić. Na pewno nie zejdę na dół. To jest pewne. Louis zrobił mi awanturę. W normalnych okolicznościach miałabym to gdzieś, ale nie tym razem. On mi zrobił awanturę przy nich! Przy swoich kumplach! Co on sobie wyobrażał? Jak ja im teraz spojrzę w oczy? No ludzie, mam tu spędzić całe wakacje! To zdecydowanie przegięcie.
Moje rozmyślenia przerwało delikatne pukanie do drzwi.
- Nie chcę z tobą gadać, Louis! Jestem zła! - warknęłam na tyle głośno, by mój brat usłyszał.
- Tyle, że to nie Louis – w uchylonych drzwiach dostrzegłam głowę uśmiechającego się Payne'a. - Mogę? - w odpowiedzi przytaknęłam głową, a on wszedł do pokoju i usiadł obok mnie. - Uznałem, że może będziesz chciała wypić swoją kawę oraz zjeść śniadanie tutaj.
Dopiero teraz dostrzegłam, że w rękach trzyma tacę, na której znajduje się mój kubek z kawą, miska pełna płatków, które jadłam na dole, obok stał dzbanuszek z mlekiem oraz cukiernica i łyżka oraz łyżeczka.
- Dziękuję – oddałam uśmiech i wzięłam od niego tacę, a następnie położyłam na łóżku.
Jakoś zrobiło się dziwnie. Liam był przy tym... totalna porażka...
- Nie przejmuj się Louisem – odezwał się brunet, jakby czytał mi w myślach.
- Liam, on mi zrobił przy was awanturę. Jak ja mam się nie przejmować?
- Przerabialiśmy to już kilka razy, on...
- Tak, wiem, martwi się o mnie – przerwałam mu. - Momentami żałuję, że tu przyjechałam...
- Nie mów tak! - podniósł lekko głos. - Bardzo się cieszymy, że przyjechałaś. Wnosisz do tego domu powiew świeżości...
- Świeżości? Skąd taki pomysł?
- No wiesz, jesteś piękną dziewczyną, przy której musimy się hamować. Twoja obecność sprawia, że jesteśmy bardziej wyrachowani.
- Czyli moja obecność was ogranicza...
- Skąd – zaprzeczył. - Do tej pory mieliśmy niesamowitą swobodę i nikt nie potrafił nas okiełznać, a ty pomagasz nam się uspokoić i wyzwolić te pozytywne emocje.
- Wow, ładnie to ująłeś, jednak nie uważam by to była moja zasługa...
- Ale jest – przysunął się bliżej mnie i spojrzał głęboko w oczy. - Jesteś mądra, radosna... masz w sobie tak dużo pozytywnej energii oraz jesteś śliczna. Kiedy tylko pojawiasz się w pomieszczeniu, wszyscy od razu tracimy rozumy i zapominamy o wszystkim, poza tobą...
- Liam... - mruknęłam cichutko, gdy ten zaczął zbliżać do mnie swoją twarz.
W momencie gdy nasze usta miały się złączyć, ktoś zapukał do pokoju. Przerażona odskoczyłam od Liama i nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, drzwi uchyliły się i pojawiła się w nich głowa moje braciszka.
- Liam, musimy pogadać – powiedział bardzo poważnym tonem. - Teraz – dodał groźnie.
Liam nie spuszczając ze mnie wzroku, przytaknął mu i wstał z łóżka. Posłał mi lekki uśmiech, po czym opuścił mój pokój. W lekkim szoku, położyłam się na łóżko i zaczęłam analizować co tu się przed chwilą wydarzyło. Liam uważa, że jestem śliczna! Powiedział, że jestem mądra oraz napełniona pozytywną energią... Ale czy to oznacza, że mu się podobam?

Liam
 
Podążyłem za Louisem do jego pokoju. Że też musiał wybrać sobie taki moment na wparowanie do pokoju. Gdyby przyszedł chwilę później, możliwe, że w końcu byśmy się pocałowali, co mam ochotę zrobić odkąd zamieniłem z nią kilka słów. Vanessa jest niesamowita, ale wiem, że to nie ma sensu. Nie będziemy mogli być razem... Ona na pewno nic do mnie nie czuje. Czemu Louis nie przyszedł chwilę wcześniej? Może nie powiedziałbym tych kilka słów za dużo.
Louis zamknął za nami drzwi, po czym zgromił mnie wzrokiem.
- W co ty pogrywasz, co? - zapytał z wyrzutem.
- Ale o czym ty mówisz? - odpowiedziałem pytaniem zupełnie zbity z tropu.
- Doskonale wiesz co. Czy ty nie masz żadnych zasad? Siostra kumpla, to świętość!
- Co?
- Masz zostawić Vanesse w spokoju, jasne? Ona ma 16 lat, a ty prawie 20! Nie sądziłem, że akurat ty będziesz do tego zdolny...
- Louis, ja nic nie zrobiłem... - zacząłem się bronić.
- Ale chciałeś. Mącisz jej w głowie... Nie chcę żeby później cierpiała, dlatego zabraniam ci się do niej zbliżać, a tym bardziej bym sam na sam.
- Ona mi się podoba – wyznałem. Sądziłem, że może to zmiękczy jego serce.
- Nie pieprz głupot! Masz ją zostawić w spokoju! - warknął.
- Nie zabronisz mi! Nie masz takiego prawa – nie wytrzymałem.
- Okej – mruknął i wyciągnął telefon z kieszeni, po czym zaczął w nim szperać.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałem zbity z pantałyku.
- Masz rację, nie mogę ci zabronić, ale Paul może – przyłożył słuchawkę do ucha.
- Nie dam się nabrać... - pokręciłem rozdrażniony głową.
- Hej Paul, nie przeszkadzam? - odezwał się do telefonu nie spuszczając ze mnie wzroku. - To dobrze. Słuchaj, jest taka sprawa. Liam przystawia się do mojej siostry. Możesz coś z tym zrobić?... To moja siostra! Ona ma 16 lat!... Na to wygląda – prychnął. - Pogadasz z nim?... Okej, już ci go daję – wyciągnął do mnie rękę. - Paul do ciebie.
- Nie udawaj – wywróciłem oczami i wziąłem od niego słuchawkę. - Paul?
- Liam, czy cię posrało?! Co ty odwalasz? - usłyszałem głos managera.
- Mam prawo spotykać się z kim chcę...
- Ona jest siostrą Louisa!! I jest od ciebie o 4 lata młodsza!
- I co z tego? Jest jego siostrą, a nie moją, a ja nie jestem z nim spokrewniony. A wiek to tylko liczba.
- Zgadzam się, ale ona jest niepełnoletnia. Jeśli ją tkniesz, to może to być gwałt, nie rozumiesz? Poza tym kiedy prasa dowie się, że chodzisz z siostrą swojego kumpla, wybuchnie skandal, a jest on nam nie potrzebny.
- Wyolbrzymiasz. Nie zrobię jej przecież krzywdy...
- Nawet jeśli Louis, ani jego rodzina, nie doniosą na ciebie, to media się tym zajmą. Możesz pójść za to siedzieć nawet jeśli nikt nie będzie miał nic przeciwko. Niech to do ciebie dotrze!
- Media się nie muszą dowiedzieć... To może zostać naszą tajemnicą.
- Nie! Zawsze wszystko wychodzi na jaw. Masz ją zostawić w spokoju, albo uznamy, że złamałeś zasady umowy!
- Nie zrobisz mi tego! - warknąłem.
- Nie pozostawiasz mi innego wyboru. Ja może i bym ci to odpuścił, bo cię dobrze znam, ale wiesz jaka jest reszta. Cały Modest nigdy się ze mną nie zgadza... Masz ją zostawić w spokoju. Louis doniesie mi o każdym twoim posunięciu.
- A co jeśli to ona zrobi pierwszy krok?
- Módl się by tego nie zrobiła – rzucił i się rozłączył.
Roztargniony rzuciłem telefonem w Louisa i wyszedłem z pokoju. Nie sądziłem, że tak to się może skończyć. Do tej pory sądziłem, że nie będziemy razem z powodu nieodwzajemnionych uczuć, a teraz grozi mi więzienie i kara zawarta w umowie... Mam przekichane.
W drodze do swojego pokoju napotkałem Vanesse. No pięknie.
- Liam, pomożesz mi z tymi ciuchami? Sama ich raczej nie dam rady udźwignąć oraz zejdzie mi się pewnie samej aż do późnego wieczora.
- Ja... - mruknąłem zastanawiając się co powiedzieć. Spojrzałem za nią i zobaczyłem srogą twarz Louisa kiwającego głową na nie. - Nie mogę. Coś pilnego mi wypadło. Przepraszam – spuściłem głowę i wszedłem do swojego pokoju.
- Spoko, rozumiem – usłyszałem jeszcze jej smutny głos.
Z westchnieniem walnąłem się na wyro i pogrążyłem się w myślach, jak to teraz rozegrać.

Vanessa

Nie powiem, zrobiło mi się smutno, gdy Liam powiedział, że mi nie pomoże. Rzecz jasna nie winię go za to. Z mętną miną udałam się do pokoju na końcu korytarza gdzie są moje rzeczy. Wyjęłam wszystko z szafy i zaczęłam pakować wszystko do walizki by jakoś przenieść za jednym zamachem. Kiedy już wszystko spakowałam, usłyszałam jak kto mnie woła.
- Van, gdzie jesteś?!
- Tutaj – odkrzyknęłam, a po chwili do pokoju wszedł Zayn.
- Co robisz? - zapytał stając obok mnie.
- Pakuję walizkę, by przenieść wszystkie rzeczy do swojego pokoju – wzruszyłam ramionami.
- Pomóc ci? - zapytał podnosząc walizkę.
- Skoro chcesz - uśmiechnęłam się i razem wyszliśmy z pokoju.
- Dlaczego Liam ci nie pomaga, myślałem, że się wczoraj umówiliście... - rzucił od niechcenia na progu moje pokoju.
- Tak było, ale coś mu wypadło... - skrzywiłam się.
- To ja go zastąpię – uśmiechnął się i ja również. - Louis już ci pokazał garderobę?
- Nie, jeszcze nie. Nawet nie mam do niej klucza. Nie wiem po co on ją trzyma zamkniętą...
- Ponieważ bał się twojej reakcji – uśmiechnął się lekko.
- Na to, że mam garderobę? Przecież to nie jego wina, że tak został zbudowany dom... Bo chyba nie robiliście remontu przed moim przyjazdem...
- Nie. Tu raczej chodzi o to co tam znajdziesz... Poczekaj – rzucił i zostawiając walizkę na łóżku, wyszedł z mojego pokoju.
Od razu zaczęłam się zastanawiać co Zayn miał na myśli... Co mogę znaleźć w garderobie? Nim zaczęłam się nad tym bardziej zastanawiać, wrócił Zayn z kluczykiem w ręce i zaczął otwierać drzwi.
- Tylko nie bądź na niego zła. Starałem się wybić mu ten pomysł z głowy, ale się nie dało. Ale przynajmniej wywalczyłem z nim parę rzeczy, bo on uznał, że lepiej będzie jak będziesz wyglądać jak zakonnica...
- O czym ty mówisz?! - zdziwiłam się. - Otwieraj te drzwi!
Chłopak otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Pomieszczenie było wielkości mojego pokoju w Doncaster. Po prawej stronie wbudowana w ścianę była chyba komoda, po lewej również znajdowały się jakieś szuflady, ale również tak jak i na wprost od wejścia, rozsuwane drzwi, które pewnie były szafą. Całość była wykonana z jasnego drewna oświetlonego halogenowymi lampkami wbudowanymi w sufit. Na środku znajdowała się okrągła beżowa pufa, a na niej leżał jakiś pilocik. Podeszłam do pufy i wzięłam do ręki przyrząd.
- To pilot. Wszystko w tym pokoju jest zmechanizowane. Każdy numer oznacza inną szufladę lub inne drzwi od szafy.
- Mówisz poważnie? Przecież tego jest... dużo! Jak ja mam zapamiętać numery?
- Tu na ścianie – pokazał jakąś kartkę obok drzwi. - Masz zarys całej garderoby oraz numery przyporządkowane każdej skrytce.
- O mój boże! - wytrzeszczyłam oczy. Jak ja sobie poradzę?
- Wciśnij numer 6 – wymruczał mi do ucha.
Nawet nie zainteresowało mnie, że chłopak jest tak blisko mnie. Wykonałam jego polecenie i zobaczyłam jak otwierają się jedne z drzwi. Za nimi znajdowała się masa różnokolorowych sukienek. On sobie żartuje?! Oniemiała podeszłam do tej części szafy i przejrzałam sukienki. Wszystkie były w moim rozmiarze. Były to suknie wieczorowe oraz jakieś dzienne czy takie na różne imprezy.
- Co to ma być?! - zapytałam z wyrzutem odwracając się w stronę Zayna.
- Twoje nowe ubrania – uśmiechnął się.
- Co?! Kiedy?! Jak?! - wypytywałam zdziwiona znów przeglądając sukienki.
- Kiedy wczoraj wraz z Liamem pojechaliście do sklepu, Louis zwołał ekipę i kazał im wynieść wszystkie meble z twojego pokoju z domu poza szafą, którą wynieśli do pokoju gościnnego, a następnie wziął mnie i zawiózł do naszej stylistki. Potem, gdy ty malowałaś swój pokój, my byliśmy na zakupach dla ciebie.
- Czyli to wszystko dla mnie? I jest tego więcej?! - zapytałam zaskoczona.
Z jednej strony jestem na maksa wściekła na brata, ale z drugiej to niesamowite, że to wszystko jest moje!
- Tak i tak. Masz tu jakieś dżinsy, spódnice, koszulki, bieliznę...
- Kupiliście mi bieliznę?! - zapytałam zawstydzona i z niedowierzaniem.
- No... tak, jest po twojej prawej. Natomiast po lewej masz biżuterię i różne ozdoby. Musisz to wszystko przejrzeć.
- A gdzie mam schować swoje rzeczy?
- Nie zapełniliśmy całej szafy. Znajdziesz gdzieś na nie miejsce.
- Okej – przytaknęłam i zaczęłam analizować kartkę przy drzwiach oraz wszystkie podane przez Zayna informacje.
- Nie jesteś zła? - zapytał niepewnie.
- Jestem – spojrzałam na niego. - Ale z drugiej strony jestem strasznie podekscytowana – posłałam mu uśmiech. - Te sukienki są piękne – przytuliłam się do niego. - A co miałeś na myśli mówiąc, że walczyłeś z nim, bo uznał, że powinnam wyglądać jak zakonnica? - zapytałam gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Był strasznie krytyczny pod względem długości sukienek oraz ich kroju... No wiesz, on wolał byś miała same golfy oraz spódnice do ziemi, ale z nim porozmawiałem i się w końcu zlitował i postanowił zaufać mi i Lou.
- Lou to wasza stylistka? - zapytałam dla pewności. Na samą myśl, że wynajęli jakąś specjalną stylistkę, budził się we mnie strach i złość.
- Tak. Mam nadzieję, że ci się to wszystko spodoba – uśmiechnął się.
- Na pewno! Ej, kiedy mówiłeś wczoraj, że muszę wybrać się na zakupy i kupić sobie jakieś sukienki na wasze imprezy, wiedziałeś o tym?!
- No jasne, że tak. Wszystko się zgadza, no poza zakupami. Louis też uważa, że powinnaś z nami wychodzić. Będziesz miała szansę posmakować naszego życia oraz się zabawić.
- To chyba będzie moja jedyna szansa na zabalowanie... tyle że pod okiem braciszka.
- Nad tym się popracuje – puścił mi oczko.
Posłałam mu uśmiech i zaczęłam przeglądać po kolei szafki. Znalazłam dużo rzeczy, tak jak mówił Zayn. Na szczęście nie zabrakło luźniejszych strojów, które postanowiłam umieścić w swoim pokoju w komodzie. Kiedy wszystko przejrzałam, z pomocą Zayna zaczęłam się rozpakowywać. W międzyczasie zostaliśmy zawołani na obiad, na którym byli wszyscy, nawet Liam, który był trochę przygnębiony.
- Liam, wszystko w porządku? Załatwiłeś ze swoje pilne sprawy? - zagaiłam.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym na mojego brata, który pokiwał lekko głową i znów spojrzał na mnie.
- Tak, wszystko załatwiłem. Przepraszam, że ci nie pomogłem. Rozpakowałaś się? - uśmiechnął się lekko, ale z dającym się wyczuć dystansem. O co chodzi?
- Nic się nie stało. Zayn mi pomógł i już mamy prawie wszystko porozkładane. Wiedziałeś, że Louis nakupował mi masę ciuchów? - zapytałam, a ten pokręcił głową. - Właśnie, LouLou – zwróciłam się do brata. - Dziękuję ci. To wszystko jest cudowne, ale i tak jestem na ciebie trochę zła.
- To miała być niespodzianka – wyszczerzył się. - Ale ci się podoba?
- Oczywiście, że tak. Tylko kiedy ja to wszystko założę? Będę tu tylko do końca wakacji...
- To oznacza, że będziesz musiała tu częściej przyjeżdżać – puścił mi oczko Zayn.
- Albo zabrać, rzeczy do Doncaster – rzucił beznamiętnie Liam.
- A gdzie bym to tam nosiła? Większość sukienek się nie nadaje... - skrzywiłam się.
- Więc musisz tu przyjeżdżać – uśmiechnął się Louis. - Będziemy mogli dzięki temu spędzać więcej czasu razem.
- Nie wiem, czy to wytrzymam... - udałam przerażenie.
- Bardzo śmieszne – wystawił mi język, a ja się zaśmiałam.
Po zjedzonym posiłku udałam się do pokoju, tym razem sama, i dokończyłam układanie oraz przeglądanie rzeczy. Kiedy wróciłam do pokoju, było już ciemno. Zapaliłam moje nowe lampki, które Zayn pomógł mi porozwieszać i teraz zrobiło się tak bardzo uroczo, wręcz romantycznie. Zdecydowanie teraz lepiej będzie mi się tu przebywało.
Wykąpana położyłam się na łóżku i zaczęłam się zastanawiać o co chodzi Liamowi. Podczas pobytu ze mną Zayna, nie byłam w stanie o nim myśleć, a teraz nagle wszystko na mnie spłynęło. Rano był taki słodki i uroczy, i prawie mnie pocałował, a potem zrobił się taki nieobecny i mam wrażenie, że się od siebie oddaliliśmy. Czy on się boi, że gdyby mnie pocałował, to bym go odtrąciła? Nie. To na pewno nie to. On na pewno nie chciał mnie pocałować. A może to ja? Może on myśli, że ja coś do niego czuję, gdy on nie? No prawda, czuję, ale to nie powoduje, że nie możemy się przyjaźnić... Już sama nie wiem. Muszę z nim porozmawiać... O ile się do mnie odezwie.




Cześć :)
Bez względnych ceregieli, jest nowy rozdział, piszcie w komentarzach co o nim myślicie oraz głosujcie w ankiecie o Larrym – to pilne.
Kolejny rozdział dodam za tydzień, ale nie wiem czy w niedzielę, czy w poniedziałek.
Jeszcze dodam, że BARDZO dziękuję za komentarze. Naprawdę miło się je czyta.
Kocham was i życzę miłego weekendu
KOMENTUJCIE xx
Całuski xx

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 4

- Jak ci się podoba ten odcień? - wyrwał mnie z rozmyśleń Liam.
Jesteśmy właśnie w trakcie wybierania farby do mojego nowego pokoju. Louisa nie trzeba było nawet, aż tak długo przekonywać, jakby się wydawało. Kiedy powiedziałam, że chciałabym przemalować ściany, zaczął się wahać, ale Liam podrzucił, że może to pozwoli mi mu wybaczyć. To go przekonało. Wzruszyłam ramionami.
- O czym tak myślisz? - zapytał zerkając mi w oczy.
Te jego sarnie oczy...
- Wciąż do mnie nie dociera, że Louis się zgodził. Myślałam, że urządzi jakąś wojnę, a tu zwykłe okej...
- Zależy mu na tobie, dlatego się zgodził – uśmiechnął się.
- No spoko, ale dlaczego zaproponował, że masz iść ze mną? Wcześniej miał obiekcje co do naszej... przyjaźni...
- Może uznał, że powinien nam zaufać – poszerzył uśmiech i pokazał mi jakiś odcień fioletu. - Co myślisz o tej?
- Za jasny – skrzywiłam się. - Wolałabym raczej taki bardziej ciemny... Chociaż ten może być na sufit.
- To może – przeleciał wzrokiem po puszkach z farbami. - Ten? - pokazał jedną z praktycznie czarną farbą.
- Bez przesady – zaśmiałam się. - O ten jest idealny! Jak myślisz? - pokazałam farbę o kilka odcieni jaśniejszą.
- Fajny. Nie za jasny, nie za ciemny... Taki intensywny fiolet....
- Tak, bierzemy – uśmiechnęłam się do chłopaka, a on zapisał numer farby.
Następnie udaliśmy się do kasy i kupiliśmy 1 puszkę jaśniejszej farby na sufit, 2 puszki ciemniejszej farby na ściany, kilka pędzli i taśmy malarskiej, po czym udaliśmy się do samochodu. Podróż nie trwała długo, albo przynajmniej mi się tak wydawało. Jestem bardzo podekscytowana tym malowaniem i nie potrafię się na niczym skupić. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, wzięliśmy wszystkie zakupione rzeczy i wnieśliśmy do domu.
- Czy ta farba zdąży wyschnąć do wieczora? Bo wiesz, gdzie bym wtedy spała?
- Spokojnie, na pewno się wyrobimy – uśmiechnął się do mnie brunet.
- Okej – oddałam uśmiech. - Przydałoby się przebrać w coś... luźniejszego. Coś co może się zniszczyć.
- Masz rację. Louis mówił, że wyniesie wszystkie meble do pokoju na końcu korytarza. Tam powinnaś znaleźć swoje ciuchy.
- Dobra – odwróciłam się i udałam do wskazanego pokoju.
Przez chwilę zastanawiałam się jak Louisowi udało się wyciągnąć resztę ferajny z łóżek. Jest przecież dopiero 10, a oni są strasznymi śpiochami. Z drugiej strony jest bardzo cicho, co raczej oznacza, że wynieśli wszystko z mojego pokoju i wrócili do spania. Kiedy weszłam do wskazanego pokoju, zastałam w nim tylko szafę, ale nic więcej... ciekawe...
Przejrzałam swoje ciuchy i uznałam, że założę krótkie, ciemne dżinsowe spodenki i obcisły top na krótki rękaw. Nic gorszego nie mam. Gdy gotowa wyszłam z łazienki, w pokoju spotkałam Liama przygotowującego farby.
- Nie szkoda ci tej bluzki do malowania? Możesz się pochlapać...
- Nie mam nic... gorszego.
- Poczekaj – rzucił i wyszedł z pokoju.
Po 2 minutach wrócił z czymś w ręce.
- Włóż to – podał mi szary T-shirt.
- Nie szkoda ci koszulki? - zapytałam.
- Oj tam, mam takich dużo. Mam wyjść?
- Nie, wystarczy, że się odwrócisz.
Chłopak posłał mi uśmiech i odwrócił się do mnie tyłem.
- Tylko nie podglądaj! - rzuciłam.
- Okej, okej – uniósł ręce w geście poddania.
Odłożyłam na ziemię koszulkę chłopaka i ściągnęłam swoją bluzkę. Założyłam T-shirt, poprawiłam włosy i spojrzałam na siebie. Ta koszulka jest zdecydowanie za duża. Postanowiłam zawinąć rękawy do ramion oraz związać koszulkę w pasie po lewej stronie. Włosy związałam w luźny kucyk i położyłam włosy na prawym ramieniu.
- Gotowe – zawołałam do Liama.
- Świetnie wyglądasz – uśmiechnął się lustrując mnie spojrzeniem.
- Dzięki – zarumieniłam się lekko. Dlaczego on tak na mnie działa? - Bierzemy się do roboty?
- Jasne – zmieszał się lekko. - Czyli jak? Ciemny na ściany, jasny na sufit?
- Tak – uśmiechnęłam się jak jakieś dziecko niemogące się doczekać zabawki.
Nawet nie wiem, dlaczego tak reaguję... W sumie to może dlatego, że lubię sztukę? Zdecydowanie nie.
- Proszę – Liam podaje m pędzel.
- Dzięki – biorę od niego przedmiot. - No to zaczynamy – mruknęłam i już podchodziłam do puszki z farbą gdy coś mnie trafiło. - Zaczekaj. Czegoś tu brakuje... - zamyśliłam się. - Wiem! Poczekaj chwilę – uśmiechnęłam się i wyszłam z mojego pokoju, i udałam się do pokoju, gdzie były moje rzeczy.
Rozejrzałam się po nim i napotkałam wzrokiem to czego szukałam, a mianowicie granatowo-szary odtwarzacz z wejściem na iPoda. Wzięłam go, poszukałam jeszcze mojego fioletowego iPada i udałam się do mojego pokoju. Nawiasem mówiąc, oba te przyrządy dostałam od mojego kochanego braciszka jako jeden z prezentów na moje urodziny. Nie to żebym się nie cieszyła, ale naprawdę nie musiał wydawać tyle kasy... Weszłam do mojego pokoju i pomachałam w powietrzu urządzeniami.
- Muzyka – uśmiechnęłam się do Liama.
- Pamiętam jak pomagałem, Louisowi, wybrać dla ciebie prezent urodzinowy – odezwał się gdy podłączałam urządzenia. - Zaproponowałem mu żeby kupił obie rzeczy fioletowe, co byłoby dobrym wyjście, bo to twój ulubiony kolor, ale się nie zgadzał, więc poszliśmy na kompromis. Zagraliśmy w papier, kamień, nożyce i wyszło, że ja wybieram kolor iPada, a on odtwarzacza.
- W sumie zastanawiałam się kilka razy skąd taki dobór kolorów... Ale i tak uważam, że Louis nie potrzebnie zawracał sobie głowę drogimi prezentami...
- Wiesz, że chce żebyś była szczęśliwa.
- Tak, wiem, ale nie oznacza to, że musimy mi fundować drogie prezenty.
- Masz rację – zaskoczył mnie tym. - Ale pomyśl też o tym tak. Skoro to daje mu szczęście, to ty też udawaj szczęśliwą. Nie chwaląc się, mamy dużo kasy i Louisa strać na takie rzeczy.
- Dobrze, nie będę wybrzydzać, ale ma nie przesadzać.
- Przekażę mu – uśmiechnął się.
- Dobra, więc co puścić? Jakieś życzenia? - zapytałam przeglądając playlistę.
- Zaskocz mnie.
Spojrzałam na niego i nagle mnie olśniło. Wybrałam odpowiednią piosenkę i ją puściłam. Z głośników zaczęły płynąć dźwięki „Magic”.
- Hmmm, ciekawy wybór – posłał mi uśmiech. - Kto to śpiewa?
- Może słyszałeś o takim zespole One Direction? Podobno są bardzo fajni.
- Coś tam świta... Ale nie znam ich za dobrze, a ty?
- Znam i nawet z nimi mieszkam – wyszczerzyłam się, po czy zaczęliśmy się śmiać.
Wyciągnęłam pędzel z kieszeni, wsadziłam go tam, gdy szłam po odtwarzacz, zamoczyłam go w farbie i podśpiewując zaczęłam malować jedną ze ścian. Liam podążył w moje ślady.
- But baby you got me moving too fast
'Cause I know you wanna be bad
And girl when you’re lookin‘ like that
– chłopak zanucił swoją zwrotkę, a mnie się zrobiło ciepło na sercu.
Może to ze względu na tekst? Niee...
- Jak na kiepską znajomość zespołu i piosenki, dobrze zaśpiewałeś. Wręcz można by rzec, że jak oryginał – uśmiechnęłam się do niego i machnęłam pędzlem brudząc go niechcący. - O, przepraszam.
- Mam wrażenie, że zrobiłaś to specjalnie – zrobił obrażoną minę, po czym machnął na mnie pędzlem i ja również zostałam pochlapana. - Ups – uśmiechnął się i głośno się zaśmiał.
Potem zaczęliśmy się chlapać farbą po całym pokoju. Chłopak w pewnym momencie mnie złapał i zabrał mi pędzel, więc byłam bezbronna... jednak nie na długo. Szybko podbiegłam do puszki z farbą zamoczyłam w niej rękę i podeszłam do Liama i pogłaskałam go po policzku zostawiając fioletowy ślad.
- O, tu już przegięłaś – złapał mnie w pasie i zaczął łaskotać.
Opierałam mu się, jednak był ode mnie silniejszy i nie miałam z nim szans. Co i raz udało mi się go maznąć farbą, ale on nie zwracał na to uwagi. Podprowadził nas pod puszkę z farbą, w której zanurzył rękę i dotknął nią mój nos, a potem resztę twarzy.
- No wiesz co? - zaśmiałam się i się mu wyrwałam.
Liam jednak wyczuł moje zamiary i złapał mnie za nadgarstki i przysunął do siebie. Bardzo blisko...
- Jest remis, może to tak zostawimy? - zaproponował nie orientując się jak blisko siebie jesteśmy.
Gdy to zrobił, w jego oczach pojawił się względnie niewinny błysk. Patrzyłam mu to w oczy, to na usta. On robił to samo. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, zaczęliśmy się do siebie przybliżać. Nasze usta prawie się spotkały, gdy do pokoju wparował Zayn. Od razu od siebie odskoczyliśmy.
- Hejka – uśmiechnął się do mnie na wejściu. Chyba nic nie zauważył... - Robicie imprezkę beze mnie? - zapytał.
- To tylko akompaniament do malowania – odezwał się Liam.
- Czy wy czasem nie mieliście malować ścian? Jesteście cali w farbie.
- Amerykę odkryłeś – zaśmiałam się. - Mieliśmy małą... potyczkę?
- Lepiej bierzmy się za to malowanie, bo nigdy tego nie skończymy... - zaproponował Liam, po czym podał mi mój pędzel, a swój zamoczył w farbie i zaczął malować.
- Chcesz nam pomóc? - zapytałam Zayna trzymając dla niego wałek do malowania.
- Czemu nie – uśmiechnął się i wziął ode mnie przedmiot, a następnie zamoczył go w farbie i zaczął malować. - Ciekawy odcień. Nie uważasz, że będzie za ciemno?
- Nie sądzę. Drzwi balkonowe wlewają do środka bardzo dużo światła.
- A wieczorem?
- Nie myślałam o tym za bardzo... Może powiesi się jakieś lampki... jeszcze nie wiem – uśmiechnęłam się, a chłopak oddał uśmiech.
Wciągu 2 godzin udało nam się pomalować cały pokój. Chłopaki się trochę sprzeczali, kiedy chodziło o malowanie sufitu, ale jakoś się dogadali i wszystko się udało. Przez cały czas Zayn nie odpuszczał mnie na krok. Chodził za mną, trącał, rozśmieszał i tym podobne. Robił też wszystko by oddalić mnie od Liama, który nie był tym zadowolony... Ciekawe dlaczego się tak zachowują? Bo przecież nie przeze mnie.
- Chłopaki, bardzo wam dziękuję – przytuliłam ich.
- Przyjemność po naszej stronie – rzucił Zayn, a ja i Liam zaczęliśmy się śmiać.
- Teraz trzeba tu ogarnąć i zacząć przynosić meble – odezwał się Liam, kiedy się od siebie odsunęliśmy. - Gdzie je zanieśliście? - zwrócił się do Zayna.
- My je.... - mulat się zaciął jakby coś sobie przypomniał. - Zapytajcie Louisa, on wam wszystko powie.
- Co on znów wykombinował? - westchnęłam i podeszłam do drzwi. - LOUIS, CHODŹ TU! - wrzasnęłam i po chwili do pomieszczenia wpadł mój braciszek.
- Co się stało? - zapytał, po czym rozejrzał się po pokoju. - Nieźle, nie za ciemno?
- Nie. Gdzie są meble? - od razu przeszłam do sedna sprawy.
- Meble... Cóż, mam dla ciebie niespodziankę – uśmiechnął się.
- Co? Musimy dokończyć... później, proszę – jęknęłam.
- Nie, teraz. Przebierz się w coś czystego i ogólnie doprowadź się do porządku. Za 20 minut widzimy się na dole.
- Okej, ale Liam może jechać z nami? Jakoś ci nie ufam, a nie chcę w razie czego sama wracać... - zrobiłam poważną minę.
Louis spojrzał na Liama, a potem z powrotem na mnie. Na jego twarzy malowała się niechęć.
- No dobra, niech ci będzie. Jeśli Liam chce się zabrać, to może – westchnął.
- Liam? - zwróciłam się do bruneta.
- Żaden problem – uśmiechnął się.
- To ja idę się ogarnąć... Pół godzinki? - spojrzałam prosząco na brata.
- Miało być 20 – spiorunował mnie wzrokiem. - Okej – wywrócił oczami.
- Jej! - krzyknęłam i pobiegłam do pokoju, w którym chwilowo były moje rzeczy.
Kiedy dotarłam na miejsce od razu wyjrzałam przez okno by zorientować się jaka jest pogoda. W Anglii ciągle się ona zmienia. Rano by całkiem ciepło, a teraz jest pochmurno i zanosi się na deszcz. Postanowiłam, że założę sweterek na długi rękaw w biało-błękitne, szerokie paski, szare, dżinsowe rurki oraz czarne vansy. Wzięłam wszystkie potrzebne przybory i udałam się do łazienki. Tam zmyłam farbę z twarzy, umalowałam się na nowo, czyli nałożyłam na usta malinową pomadkę, wytuszowałam rzęsy oraz nałożyłam drobną ilość różu na policzki, a na końcu się ubrałam. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Gdy już wszystko było gotowe, przejrzałam się w lustrze. To co zobaczyłam, było tym czego oczekiwałam, a mianowicie wyglądałam jednocześnie normalnie i na luzie, ale także atrakcyjnie. Aby tą ostatnią cechę osiągnąć, miałam konkretne powody...
Gotowa zeszłam na dół gdzie już czekali na mnie chłopcy.
- No na reszcie, ile można czekać? - zaczął narzekać Louis, po czym obejrzał mnie od góry do dołu. - Coś się tak odpicowała?
- Po pierwsze musiałam zmyć farbę z twarzy, a to nie takie łatwe, a po drugie, wcale się nie odpicowałam. Nie powiedziałeś dokąd masz zamiar mnie zabrać, więc wybrałam taki strój by pasował do każdego miejsca, oczywiście oprócz imprez. Wiem, że byś mnie na takową nie zabrał – skrzywiłam się.
- Spryciula – pokiwał głową. - Okej, idziemy.
- Powiesz dokąd? - zapytałam z nadzieją, ale wiedziałam, że i tak się nie dowiem.
- Nie, załóż kurtkę, jest zimno – skwitował.
Wzięłam czarną skórę i wyszłam razem z moim braciszkiem i Liamem, który nawiasem mówiąc jest strasznie cicho, i udaliśmy się do samochodów.
- Proszę – Liam otworzył mi tylne drzwi jak przystało na prawdziwego dżentelmena.
Wsiadłam jak prosił i sam również chciał usiąść obok mnie, ale Louis go zatrzymał.
- Może usiądziesz z przodu? - zapytałam, ale w tym pytaniu dało się słyszeć pomruk rozkazu.
- Nie, dzięki – Li uśmiechnął się do niego i usiadł obok mnie.
Przez całą drogę milczeliśmy. Miałam ochotę porozmawiać z Liamem, ale oboje czuliśmy się dość nie komfortowo w towarzystwie mojego braciszka.
- Dojeżdżamy – zawołał Louis.
- Cokolwiek to będzie, nie reaguj zbyt agresywnie. Pamiętaj, że on cię kocha i się o ciebie troszczy – wyszeptał mi na ucho Liam, gdy już się zatrzymaliśmy.
Przytaknęłam mu i opuściliśmy samochód. Znajdowaliśmy się przed dość dużym i wydaje mi się, że bardzo luksusowym sklepem meblowym. Nie wiem skąd takie uczucie, ale takie mam wrażenie...
- Po co mnie tu ściągnąłeś? - zapytałam nie kryjąc zaskoczenia.
- Chodź – złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę sklepu.
Kiedy znaleźliśmy się w środku, Louis puścił moją rękę, wziął z lady pewną karteczkę oraz długopis, a Liamowi kazał wziąć wózek. Następnie pociągnął mnie w głąb sklepu i dopiero wtedy na mnie spojrzał, a na jego twarzy kwitnął przeogromny i szczery uśmiech.
- Więc o co chodzi? - zapytałam widząc, że nie ma zamiaru mi, nic sam z siebie, wytłumaczyć.
- Uznałem, że przydadzą ci się meble do twojego nowego pokoju – nie mógł opanować radości.
- Co? Jak to? - wciąż nic nie rozumiałam...
- Normalnie – wystawił język. - Wywaliłem wszystkie meble z twojego pokoju, no poza szafą, bo nie chciało mi się ciebie pakować i teraz możesz sobie kupić cokolwiek będziesz chciała mieć w swoim pokoju.
- Naprawdę? - zapytałam szczęśliwa. Może to dziwne, ale skoro już chciał żebym miała tu swój pokój, to wolałabym go sama urządzić, a nie zdawać się na instynkt jakiegoś dekoratora. A właśnie...- Poczekaj... Nie opłaca się kupować wszystkiego co mi się podoba, bo ja przecież zostaję tu tylko do końca wakacji...
- To prawda, ale uznałem, że oddam ci ten pokój. Będziesz mogła przyjeżdżać do nas kiedy tylko będziesz chciała i będziesz miała swój własny kącik.
- Ale to także dom chłopaków... Zgodzili się na to?
- No jasne, że tak, nie mieliśmy nic przeciwko. Polubiliśmy cię, chociaż znamy cię 2 dni.
- Nic dziwnego, że tak jest. Jesteś moją siostrą, ale wiesz... i tak daleko ci do mnie. Mnie pokochali w ciągu jednego dnia – wystawił język.
- No tak, mistrza nie pokonam – wywróciłam oczami, a Liam się zaśmiał.
- Zgadza się – posłał mi triumfalny uśmiech. - A ty się nie śmiej – zwrócił się do Liama, po czym znów do mnie. - Wybieraj co chcesz. Cena nie gra roli.
- Dziękuję – przytuliłam brata. - Ale i tak uważam, że wydajesz na mnie za dużo kasy.
- Jeśli będziesz marudzić, to wynajmę dekoratora i będę kazał mu wydać jak najwięcej!
- Dobra, dobra – zaśmiałam się. - Po co ci ta kartka? - pokazałam na skrawek papieru w jego ręce.
- Tu będę zapisywał numerki większych mebli. Takich których Liaś sam nie udźwignie – wyjaśnił uśmiechając się.
- Słucham? - zapytał brunet.
- Jesteś tu jako tragasz... Jak coś to miej pretensje do Van – wzruszył ramionami.
- Co? Ale... - zaczęłam, ale nie dane mi było dokończyć, ponieważ Louis zaczął mnie gdzieś ciągnąć. To będzie ciekawe...

Po 3 godzinach włóczenia się po sklepie, wybraliśmy wszystko. Starałam się wybierać nie za drogie meble, ale jednocześnie ładne, jednak Louis czasami mi na to nie pozwalał i wciskał mi dużo droższe i dużo bardzie ładne lub nawet takie same meble. Tak więc po wielu kłótniach i męczących pogawędkach kupiłam białe łóżko z fioletowo-białą pościelą, fioletową toaletkę, szafę na podręczne ubrania, bo jak się okazało mam swoją własną garderobę. Znajduje się ona za zamkniętymi drzwiami w moim pokoju i Louis obiecał, że zabierze mnie na zabójcze zakupy by ją czymś wypełnić. Kupiliśmy też fioletowy dywanik, lampki halogenowe, by w pokoju nie było tak ciemno, wrzosowe biurko oraz inne potrzebne meble. Kolejnym celem był sklep z elektroniką, który znajdował się tuż obok. Louis bez żadnej konsultacji ze mną kupił mi lawendowego notebooka – nie znam się na tych sprzętach, więc nie wiem jaki model, ale był on bardzo drogi, iPhona5, telewizor plazmowy oraz kino domowe. Myślałam, że go utłukę, ale Liam mnie powstrzymywał. Naprawdę nie chciałam tego wszystkiego, a on mi to wszystko tak po prostu kupił.
- To było zbędne – odezwałam się gdy ruszyliśmy w stronę samochodu. - Nie masz na co wydawać kasy?
- Vanessa, mam dużo forsy i mogę ją wydawać na co chcę, a chcę na ciebie – odpowiedział otwierając mi drzwi od strony pasażera.
- Ale ja tego nie chcę! Zgodziłam się na te wszystkie meble, które nawiasem mówiąc były cholernie drogie i nie musiałeś płacić za dostarczenie ich gotowych, bo przecież 3 dni to szmat czasu. Mogłabym poczekać, ale nie. Muszą być dziś.
- Chciałem żebyś spała w swoim pokoju już dziś – zajął miejsce kierowcy.
- No dobra, ale z tym całym sprzętem przesadziłeś. Ja tego nie chcę! - mój głos zadrżał. Czułam jak do oczu cisną mi się łzy.
- Dlaczego? Takie gadżety to fajna sprawa. My też mamy takie sprzęty, bo je reklamujemy. Te ceny, które widniały na tym wszystkim i to co zapłaciłem to nam się zwróci. Płacą nam za reklamowanie tej całej elektroniki i dają nam ją za free.
- Ale ja nie należę do twojego zespołu! - warknęłam. - Już i tak wszyscy myślą, że wykorzystuję twoją sławę... - po moim policzku spłynęła łza. Tak, powiedziałam to.
- To nie prawda. My to wiemy i ty też. Nie daj sobie nic wmawiać – pogłaskał mnie po kolanie.
- Vanessa, nie przejmuj się. To był pierwszy i ostatni raz gdy Louis wydaje na ciebie tyle kasy – odezwał się z tylnego fotela Liam. Zapomniałam, że jest tu z nami...
- Serio? - zapytałam z nadzieją.
- Serio? - zapytał mój brat ze zdziwieniem.
- Tak, serio. Louis, nie możesz jej kupować nic na siłę. Daj jej czas do przywyknięcia...
- Może masz rację...
- Ma, nie możesz – przytaknęłam mu. - Dzięki Li, za wstawienie się za mną – odwróciłam się w fotelu by posłać mu wdzięczny uśmiech.
- Żaden problem – posłał mi promienny uśmiech.
Resztę drogi przejechaliśmy pogrążeni w rozmowie na lżejsze tematy. Głównie rozmawialiśmy o tym gdzie co postawię oraz o tym co działo się w Doncaster. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, postanowiłam ogarnąć w pokoju, bo mieliśmy to zrobić wcześniej, ale jakoś zabrakło czasu. Jako ochotnik zgłosił się Zayn.
- I jak poszły zakupy? - zapytał kiedy znaleźliśmy się już w pokoju.
- Świetnie, tyle, że Louis niepotrzebnie wydaje na mnie tyle kasy...
- Przyzwyczaisz się. Nam też na początku było trudno przywyknąć do tego, że mamy kasę, ale... Teraz to jak nic.
- Tak, macie wszystko czego chcecie...
- I ty teraz też. Żyjąc z nami powinnaś się z tym liczyć. Louis nie pozwoli ci odstawać.
- Niestety... Może jakoś się z nim dogadam i mi trochę odpuści...
- Może... Ale wiesz, czasami fajnie jest mieć kasę... Louis coś wspominał, że ma zamiar zabrać cię na zakupy. Trzeba będzie ci kupić jakieś ładne sukienki. Czeka nas kilka imprez itd.
- Was, nie mnie – zaprzeczyłam zbierając gazety z podłogi, podczas gdy Zayn zbierał puszki z farbą, pędzle i tym podobne.
- Ale z tobą będzie fajniej – uśmiechnął się. - Poza tym fajnie będzie mieć taką ładną towarzyszkę u boku – puścił mi oczko.
Zarumieniłam się i postanowiłam się już więcej nie odzywać. Po ogarnięciu pokoju udaliśmy się do kuchni na obiad przyrządzony przez Liama i Harrego, a później rozsiedliśmy się w salonie. Po niecałej godzinie przyjechały meble. Louis pomógł mi zadecydować co gdzie ma być i pod wieczór wszystko już było na swoim miejscu. Pokój niezwykle mi się podoba, jednak jest w nim trochę ciemno. Wraz z Liamem uznaliśmy, że jutro powiesimy lampki oraz, że pomoże mi przenieść moje rzeczy i wszystko poukładać. Cieszę się, że zaoferował mi swoją pomoc, bo pewnie gdybym robiła to sama, zajęłoby mi to cały dzień, plus dodatkowo będę mogła spędzić z nim trochę czasu...


No i jest :D
Po 2 tygodniowej przerwie udało mi się dodać rozdział. A jako, że obiecałam go dodać kiedy indziej, to bardzo was PRZEPRASZAM! Mam nadzieję, że mi wybaczycie i, że będziecie KOMENTOWAĆ.
Nowy rozdział planuję dodać za tydzień (prawdopodobnie też poniedziałek lub wtorek, ale wieczorem), jednak może mi się nie udać. Za niecały miesiąc mam egzaminy no i teraz mam katorgę w szkole. Tak strasznie nas męczą, że ledwo znajduję na cokolwiek czas oraz... jest mały stresik. Wiecie, muszę jeździć po szkołach by znaleźć sobie jakieś liceum i tak dalej. Dlatego miejmy nadzieję, do za tydzień.
Całuję xx
PS. Dołączajcie się do obserwujących oraz komentujcie. A i dodałam ankietę xx


ANKIETA:
Ankieta dotyczy LARREGO! Postanowiłam, że może w tym blogu będziecie chcieli trochę o nim poczytać. Są 3 opcje: Larry jako związek, Larry jako przyjaciele oraz totalny brak Larrego, czyli będą się traktować tak jak resztę. + Larry jako związek oznacza, że nie będzie Eleanor.
GŁOSUJCIE – ankieta NIE trwa długo!!


Kontakt:
Twitter: @Love_Paula1D
Gadu-Gadu: 7534371
informuję o rozdziałach oraz odpowiadam na pytania xx


Fragment pokoju Vanessy:
 


niedziela, 31 marca 2013

Wielkanoc!

Wesołego jajka,
kurczaków, baranka,
ciasta z rodzynkami,
ostrego chrzanu,
tęczowych mazurków,
mokrego Dyngusa
i ode mnie całusa.
 
 
 
Tyle ode mnie, a no i jeszcze rozdział... tutaj dodam go nie prędko. Prawdopodobnie jutro (poniedziałek), ale nic nie gwarantuję.
PS. Nie jestem dobra w pisaniu życzeń i tego typu notatek, więc... bądźcie wyrozumiali :)
Całuję xx

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 3

Kiedy się obudziłam poczułam ból brzucha. Jestem pewna, że raczej nigdy nie wezmę udziału w głodówce w ramach protestu. Z wielką niechęcią wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Jestem tak głodna, że nawet nie mam siły na nic. Z musu wyciągnęłam dresowe spodnie i podkoszulek, które zarzuciłam na siebie. Związałam włosy w niedbałego koka i zeszłam na dół. Planowałam udać się do kuchni jednak mój kochany braciszek mnie zauważył i zatrzymał.
- Chcę pogadać – odezwał się nieśmiało.
- Chyba wczoraj wyraziłeś się jasno – uśmiechnęłam się kwaśno.
- Oj Vanessa, przestań. Doskonale wiesz, że to nie tak miało zabrzmieć. Chcę żebyś była szczęśliwa i bezpieczna. Więc... no... Przepraszam.
- Niech ci będzie. Nie chcę się kłócić, wybaczam ci – na jego twarzy pojawił się uśmiech i mocno mnie do siebie przycisnął. - Ale to nie oznacza, że będę tolerowała takie zachowanie i nie myśl sobie, że tak po prostu o tym zapomnę – odsunął się ode mnie.
- Ta sytuacja się nie powtórzy – obiecał z powagą na twarzy, a na moją wkradł się uśmiech.
- Mam nadzieję...
- Co mogę zrobić żebyś o tym zapomniała?
- Sama nie wiem... Jak coś wymyślę to dam ci znać.
- Okej. A teraz słuchaj. Mamy dziś dzień wolny, więc może chcesz pozwiedzać ze mną Londyn? Zawsze tego chciałaś.
- Racja chciałam i z chęcią go pozwiedzam, ale... nie z tobą. Nie obraź się braciszku, ale jak na razie mam cię dosyć, a poza tym nie chcę mieć na karku nadopiekuńczego brata.
- Przecież cię przeprosiłem.
- Tak, ale to nie zmienia sytuacji. Musisz pokazać, że nie jesteś nadopiekuńczy.
- Rób jak chcesz – mruknął.
- Taki mam zamiar, a teraz przepraszam, jestem strasznie głodna – wyminęłam go i weszłam do pustej kuchni.
Wstawiłam wodę na kawę i podeszłam do lodówki. Zajrzałam do środka urządzenia i zaczęłam się zastanawiać co mogę zjeść. Nagle poczułam jak ktoś staje za mną i kładzie głowę na moje ramie.
- Co tak patrzysz? - zapytał Liam, tak to był on.
- Zastanawiam się co by tu zjeść – odpowiedziałam, a chłopak zdjął głowę z mojego ramienia i sięgnął po mleko jednocześnie przybliżając się do mnie.
Nasze ciała przyjemnie się ocierały, a po moich plecach przebiegły dreszcze.
- Nie pomogę ci. Chociaż... Jesteś siostrą Louisa, więc może masz ochotę na coś z marchewkami? Louis ma masę takich przekąsek.
- Ale ja nie lubię marchewek – przyznałam.
- Co?! - usłyszałam zaskoczony głos nie tylko Liama, ale także Harrego, Zayna i Nialla.
Musieli w międzyczasie przyjść. Liam odsunął się ode mnie, więc odwróciłam się do nich przodem. Byli tu wszyscy łącznie z moim bratem.
- Dziwna jest nie? Jak można ich nie lubić? - zapytał pasiasty.
- I ty jesteś jego siostrą? - dopytywał Harry.
- Kiedy się o tym dowiedziałem też tak zareagowałem.
- Żartujesz? Przez tydzień próbowałeś mnie przekonać do marchewek, co jeszcze bardziej wzmocniło moją nienawiść do nich – wtrąciłam się.
- Co zrobił? - zapytał zaciekawiony Liam.
- Wpychał je we mnie! Podrzucał mi do każdego posiłku, w każdej chwili... Nie mogłam nawet normalnie posiedzieć sobie w pokoju, bo wpadał i siłą wciskał mi je do budzi.
- To nie moja wina, że ich nie lubisz. Przecież to nie normalne! Jesteś moją siostrą, powinnaś je kochać!
- Jak widać to na szczęście też nas różni. Musi to do ciebie w końcu dotrzeć!
- Nigdy nie dotrze! Ich rozumiem – pokazał na całą czwórkę – nie są ze mną spokrewnieni, ale ty tak.
- Ogarnij się już – przerwał nam Liam. - Ma prawo nie lubić marchewek.
- Dziękuję Liam – uśmiechnęłam się do niego.
Sięgnęłam do szafki i wyciągnęłam płatki, a z drugiej miskę. Zgarnęłam też od Liama mleko.
- Gdzie macie łyżki? - zapytałam.
- Nie wymawiaj tego słowa – odpowiedział mi Liam.
- Co? Dlaczego?
- Bo on się boi rzeczy na 'Ł' – odpowiedział mi Niall.
- Serio? Lepszej komedii nie słyszałam – zaczęłam się śmiać.
- To nie jest śmieszne – obruszył się Liam.
- Boisz się łyżek i to ma nie być śmieszne? - znów się zaśmiałam. - Błagam.
- Po pierwsze nie śmiej się ze mnie, a po drugie w tym domu nie wymawia się słowa na 'Ł'.
- Jesteś komiczny. Dorosły facet boi się łyżek – mało nie wylądowałam ze śmiechu na podłodze.
- To wcale nie jest śmieszne – upierał się.
Spojrzałam na niego i znów wybuchłam śmiechem. Chłopak ewidentnie miał tego dosyć, bo rzucił krótkie 'ach tak?' i rzucił się na mnie z gilgotkami.
- Nie Liam, nie – śmiałam się, ale teraz nie z jego fobii.
- Skoro tak ci do śmiechu... - zaśmiał się i nasilił łaskotki.
Wszyscy się nam przyglądali i śmiali z nas. W pewnym momencie udało mi się wyrwać Liamowi, jednak nie na długo. Czym prędzej zaczęłam uciekać, ale był ode mnie szybszy i złapał mnie w salonie wznawiając łaskotki. Byliśmy teraz sami, bo reszta została w kuchni. Po chwili miałam dosyć śmiania się, bo aż brzuch mnie bolał.
- Poddaje się! - krzyknęłam przez śmiech. - Liam... Poddaje się... - piszczałam. - Proszę... przestań...
- A co za to będę miał? - zapytał na chwile zaprzestając swoich czynów, jednak cały czas trzymał mnie w objęciu.
- Będziesz mógł spędzić ze mną cały dzień zwiedzając Londyn – uśmiechnęłam się kusząco.
- A nie miałaś iść z Lou?
- No tak, ale... wczoraj się trochę posprzeczaliśmy i jakoś nie mam ochoty na jego towarzystwo – chłopak mnie puścił.
- Okej, a skąd pomysł, żebym chciał?
- Nie no, jeśli nie chcesz to okej... - zrobiłam smutną minkę.
- Dobra, to zróbmy tak. Pokażę ci Londyn, a w zamian dasz się zaprosić na shake'a i odpowiesz na każde moje pytanie oraz opowiesz mi o sobie – wyszczerzył się.
- Ale, że każde? - spanikowałam.
- No dobra, będę w stanie pominąć ten punkt.
- W takim razie zgoda – odwzajemniłam uśmiech.
- Jakimś dziwnym cudem jesteś mało podobna do brata, i dobrze – zaśmialiśmy się – więc muszę zapytać. Ile czasu zajmie ci szykowanie się?
- A ile zajmuje Louisowi?
- Z pół godziny... - zastanawiał się.
- Taa, faktycznie nie jesteśmy podobni... Daj mi godzinkę – uśmiechnęłam się.
- To za godzinę widzimy się tutaj – oddał uśmiech, ale po chwili spoważniał. - Mówiłaś Louisowi?
- Powiedziałam mu, że nie idę z nim... O tobie nie wie.
- To ja mu powiem. Nie chcę żebyśmy potem mieli z nim problem – znów się uśmiechnął.
- Oki – oddałam uśmiech i pobiegłam na górę do swojego pokoju.
Kiedy znalazłam się w pokoju od razu weszłam do łazienki wziąć prysznic. Następnie wysuszyłam włosy i zostawiłam rozpuszczone. Kolejnym – chyba najtrudniejszym – punktem jest wybranie ubrań. Za oknem o dziwo świeci słońce i wydaje się być ciepło... Takiej pogody nie można zmarnować zwłaszcza, że może się częściej nie powtórzyć... Dlatego też w końcu zdecydowałam się na krótkie, podarte, jeansowe spodenki, luźną białą bluzkę z czarnym sercem na środku na grubych ramiączkach i czarne buty supra. Byłam już prawie gotowa. Pociągnęłam jeszcze rzęsy tuszem i pomalowałam usta bezbarwnym, malinowym błyszczykiem. Dodałam jeszcze kilka bransoletek, po czym przejrzałam się w lustrze i uznałam, że jestem gotowa. Po drodze zgarnęłam telefon i udałam się na dół. Liam już na mnie czekał.
- Ładnie wyglądasz – uśmiechnął się.
- Dziękuję – oddałam uśmiech. - Powiedziałeś Louisowi, że wychodzimy?
- Tak, wszystko załatwione. Możemy iść.
- Okej – odpowiedziałam. - Cześć! - krzyknęłam do wszystkich.
- Cześć – odkrzyknęli Niall, Zayn i Harry.
- Liam tylko uważaj na nią, a no i na paparazzi – na korytarz wyszedł Lou. - Weź bluzę.
- Nie jesteś moją matką – upomniałam go.
- Ja wezmę i nie martw się, będę grzeczny – Liam uśmiechnął się do niego, sięgnął po bluzę i klucze, i obejmując mnie w tali, wyprowadził mnie z domu.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam go kiedy już zamknął drzwi.
- Nie chciałem żebyście się znów kłócili – wytłumaczył.
- Jak to znowu? - Louis chyba im nie powiedział o naszej kłótni.
- Słyszałem wczoraj fragmenty waszej 'rozmowy', a poza tym wczoraj byłaś w złym humorze tak samo jak Lou.
- Podsłuchiwałeś naszą kłótnie? - zapytałam przerażona. Poniekąd mówiliśmy o nim...
- Nie. Po prostu słyszałem wasze podniesione głosy. Nie wiem o co chodziło.
- Okej – odetchnęłam z ulgą, a chłopak podszedł do samochodu.
- Jakie cudeńko – uśmiechnęłam się widząc bordowy pojazd.
- Chłopaki mi go kupili – uśmiechnął się i otworzył drzwi od strony pasażera. - Zapraszam.
- Jaki dżentelmen... - puściłam mu oczko i wsiadłam do auta. - Nie żebym miała coś przeciwko temu autu, ale... No wiesz, w Anglii z reguły pada i nie sądzę, żeby samochód bez dachu często się tu przydawał...
- Masz rację – przytaknął zasiadając obok. - Dlatego kupiłem sobie inne auto. Nie za bardzo lubię takie rzucające się w oczy pojazdy.
- To dlaczego nim jeździsz ?
- Dostałem go od chłopaków, więc nie wypada go nie używać. No i można powiedzieć, że oni też na tym korzystają. A jeśli chodzi o dzisiaj to wiesz, jest ładna pogoda więc czemu by nie – uśmiechnął się, a chłopak odpalił silnik.
- Tak z ciekawości. Sam na to wpadłeś? - zapytałam podejrzliwie.
- Tak w sumie, to Louis mnie przekonał – wyjechaliśmy z posiadłości.
Tak myślałam... A to gnida jedna! Zrobił to specjalnie! Nie ufa mi...
- Coś nie tak? - zapytał przejęty.
- Nie, wszystko okej – uśmiechnęłam się.
Przez całą podróż się wygłupialiśmy i gadaliśmy. Jednak większość czasu przeznaczyliśmy na śpiewanie piosenek lecących w radiu. Bardzo dobrze się bawiłam w towarzystwie Liama. Chyba jeszcze przy nikim nie czułam się tak dobrze, po tak krótkiej znajomości.
Kiedy dojechaliśmy do Londynu, zostawiliśmy auto na parkingu i ruszyliśmy w trasę.
- To dokąd idziemy? - zapytał Liam.
- Co proponujesz? - również zapytałam.
- Może na początek trochę zwiedzania, potem poszlibyśmy do MilkShake City, a później się coś wymyśli. Co ty na to?
- Jak najbardziej mi pasuje – uśmiechnęłam się.
Chłopak podstawił mi rękę, którą chwyciłam i udaliśmy się w drogę. Przyznam, że całkiem świetnie się bawiłam. Przez całą 'wycieczkę' widzieliśmy Big Ben, Buckingham Palace, Millennium Bridge, Tower of Lyndon i wiele innych.
- Co powiesz na przejażdżkę Diabelskim Młynem? - zagadnął Liam, gdy przechodziliśmy tuż obok London Eye.
Jestem tak zmęczona tym całym chodzeniem, że chyba więcej nie wytrzymam... - skrzywiłam się i oparłam o ramię chłopaka.
- Myślę, że tam będziemy mogli odpocząć - zamyślił się.
Zatkało mnie. Spojrzałam na niego zaskoczona. Widać nie wspominałam mu, że mam malutki lęk wysokości... no dobra, nie malutki. OGROMNY! Na pewno nie wejdę na na to koło! O nie!
- Wiesz... To chyba nie jest dobry pomysł... - wyjąkałam. Nie lubię się przyznawać do swoich strachów...
- Dlaczego? Z samej góry jest niesamowity widok... - przekonywał mnie.
- Zobacz jaka długa kolejka! - zauważyłam. - Zmarnujemy tylko czas. Może kiedy indziej... - a raczej nigdy – dodałam w myślach.
- Może masz rację... - stwierdził. - To chodźmy do MilkShake City – uśmiechnął się i pociągnął mnie w stronę lokalu.
Kiedy doszliśmy na miejsce, zajęłam stolik, a Liam poszedł zamówić dla nas szejki. Wrócił po kilku minutach i zajął miejsce naprzeciw mnie.
- I jak ci się podoba Londyn? - zagadnął.
- Cudowne miasto. Zawsze chciałam tu przyjechać, ale jakoś nie miałam okazji...
- Czyli wycieczkę można zaliczyć do udanych?
- Z tobą nawet najnudniejsze miasteczko stałoby się istnym cudem – palnęłam. - No... w sensie... z tobą jako przewodnikiem... wiesz co miałam na myśli... - zarumieniłam się.
- Tak, rozumiem – uśmiechnął się, a w jego oczach pojawiła się iskierka.
Nawiasem mówiąc, mówiłam kiedyś jakie jego oczy są niesamowite? Wyglądają jak sarnie paczadełka. Takie duże i intensywnie brązowe... można w nich utonąć... otrząśnij się!
- Wczoraj nie powiedziałaś mi czy twój pokój ci się podoba – zmienił temat za co byłam mu wdzięczna.
- Racja, jest całkiem spoko, tylko... przemalowałabym w nim ściany. Tak to wygląda tak ponuro – zadrżałam. - Aż strach tam siedzieć.
- W sumie masz rację. A na jaki kolor?
- Zastanawiałam się nad jakimś odcieniem fioletu...
- Fioletowy to mój ulubiony kolor – uśmiechnął się ukazując swoje śnieżnobiałe ząbki.
- Mój też – odwzajemniłam go. - Jednak nie wydaje mi się czy Louis się zgodzi... - zasmuciłam się.
- Wiesz, możesz go zawsze po szantażować – spoważniał.
- Jak? - zapytałam zainteresowana.
- No wiesz, Louisowi na tobie bardzo zależy, a wczoraj się pokłóciliście i z tego co mówiłaś, nie pogodziliście się tak do końca...
- Hmmm... interesujące – zamyśliłam się. - Wiem co masz na myśli i muszę przyznać, że to świetny pomysł, który może zadziałać. Jeśli Louis się zgodzi to... pomożesz mi wybrać idealny kolor i przy okazji pomożesz w remonciku? - zapytałam z nadzieją.
- No jasne, że tak. To dla mnie czysta przyjemność – zaśmialiśmy. - Skoro jesteśmy przy tym temacie... O co się pokłóciliście? - spoważniał.
- Yyy... - nie wiedziałam co mam powiedzieć... prawda odpada od razu! - Louis postanowił już na wejściu postawić mi kilka ultimatów. Zdenerwowało mnie to i... trochę mu dogadałam.
- Jesteś jego młodszą siostrą, to logiczne, że się o ciebie troszczy.
- Ale nie powinien przesadzać. Stwierdził, że nie powinnam z wami w ogóle rozmawiać. Wyobrażasz to sobie? Z własnymi kumplami!
- On nas doskonale zna i... wie do czego jesteśmy zdolni... Może chciał cię w ten sposób ochronić przed zidioceniem?
- Oj, na pewno nie jest aż tak źle. Poza tym zabronił rozmawiać mi z chłopakami.
- Nie chce żeby ci się stała krzywda...
- Przez zwykłą rozmowę? On mnie bardziej krzywdzi.
-Wiesz, powinnaś z nim o tym pogadać, ale tak na spokojnie. Wysłuchaj tego co ma ci do powiedzenia, a potem przedstaw swoje zdanie i pójdźcie na kompromis. Nie możecie się kłócić przez cały twój pobyt tutaj.
- Masz rację – wywróciłam oczami.
- Zawsze ją mam – uśmiechnął się cwaniacko.
- To mój tekst – wystawiłam język. Rozejrzałam się po lokalu i coś mi się przypomniało. - Ej, nie mówiłeś czasem, że często wpadacie na fanów?
- Bo tak jest, a co? - zapytał zainteresowany.
- Jakoś jeszcze nikt nas nie zatrzymał, a jesteśmy tu z pół dnia – stwierdziłam.
- I dobrze. Wiesz, kiedyś poprosiłem fanów by dali mi czasem trochę prywatności zwłaszcza gdy z kimś wychodzę.
- Nie to żeby coś, ale czy to nie jest trochę samolubne?
- Niby czemu ma być? To raczej nie moja wina, że chcę mieć spokój gdy z kimś jestem...
- W sumie racja...
- Ale jestem pewien, że mimo iż nas nie zatrzymują, to i tak są gdzieś w pobliżu. Pewnie nam cykają fotki, które będą zaraz w internecie i prasie – wywrócił oczami.
- Poważnie? Zawsze tak jest? - zapytałam zaskoczona.
- Tak. Bardzo rzadko udaje nam się wyjść gdzieś po kryjomu. Najlepiej udaje się to Harremu. Potrafi zniknąć i nikt nie wie gdzie jest, a z reguły jest wtedy w domu – zaśmiał się.
- Ciekawe – stwierdziłam.
- To co teraz będziemy robić?
- Może jakiś spacer, ale taki bez zwiedzania...
- Możemy się przejść po Hyde Parku, tylko ostrzegam, że możemy wpaść na jakieś fanki.
- Nie przeszkadza mi to. To część twojego życia.
- Jesteś niesamowita – rzucił.
Spojrzałam na niego zaskoczona i zobaczyłam, że się lekko zarumienił.
- Dzięki – uśmiecham się nieśmiało.
- Chodźmy – otrząsa się, chwyta mnie za rękę i wychodzi przed budynek.
Powoli zmierzamy do parku. Nie wiem czemu, ale Liam cały czas trzyma mnie za rękę. Przez całą drogę nie odzywamy się do siebie, ale nie jest to krępująca cisza, a taka... przyjemna. Co jakiś czas zerkam na chłopaka i czasami nasze spojrzenia się krzyżują, i oboje posyłamy sobie wtedy uśmiechy. Widać, że on także mi się czasem przygląda. Jestem strasznie ciekawa o czym myśli... Może kiedyś mi powie... Nagle moją uwagę przykuła grupka dziewczyn przyglądająca się nam... a raczej Liamowi. Jestem raczej pewna, że od tak do nas nie podejdą. Liam wspominał o tym...
- Może usiądziemy? - zapytałam zwracając na siebie jego uwagę.
- Dobrze – uśmiechnął się i razem usiedliśmy na ławce.
- Tam są jakieś dziewczyny, które się na ciebie patrzą – szepczę cicho.
- A może patrzą na ciebie? - uśmiecha się jeszcze szerzej patrząc mi w oczy. Czy on ze mną flirtuje?
- Raczej nie – kręcę rozbawiona głową. - To ty jesteś sławny, nie ja.
- Ty też jesteś sławna. No może nie jak ja, ale kurcze, jesteś siostrą Louisa.
- Tyle, że nikt ,poza całym moim miasteczkiem rodzinnym, o tym nie wie. Dla nich mogę być twoją dziewczyną... lub coś – wzruszam ramionami.
- To niedługo się dowiedzą – mruczy konspiracyjnie i po chwili podchodzi do nas grupka dziewczyn. Wyglądają na moje rówieśnice.
- Liam? Możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie? – odzywa się pierwsza brunetka.
- I dałbyś nam swoje autografy? - dodaje jedyna blondynka.
- Mogę cię przytulić – pyta druga brunetka.
Chłopak zerka na mnie, po czym uśmiecha się do grupki dziewczyn i wstaje z ławki.
- Oczywiście – odpowiada, a one wydają z siebie nieśmiały chichot przemieszany z piskiem.
Przez następne 5 minut jest całkowicie pochłonięty zajmowanie się swoimi fankami. Robił sobie z nimi zdjęcia, dawał autografy, przytulał, śmiał się, rozmawiał... A podczas tego wszystkiego wyglądał tak słodko. To nie była udawana radość, a taka prawdziwa. Liam kocha swoich fanów i jestem pewna, że mimo iż czasami jest mu ciężko, cieszy się ze sławy.
- Kim ona jest? - dociera do mnie pytanie blondynki, która mi się przygląda.
- Jestem Vanessa, siostrą Louisa – uśmiecham się.
- Serio? - nie może uwierzyć i patrzy pytająco na Liama, a ten kiwa głową.
- Możemy zdjęcie? - pyta pierwsza z brunetek.
Nie chcę robić z siebie gwiazdy... Nie po to tu przyjechałam. Nie zależy mi na tym, ale skoro to będzie coś dla nich znaczyć, to chyba mogę się zgodzić, prawda?
- Okej – uśmiecham się niepewnie. - Ale nie chcę być na nich tylko ja, niech Liam będzie z nami, okej? Ja nie jestem sławna...
- Jesteś szczęściarą! Każda z nas chciałaby mieć takiego brata! - zaczęły się przekrzykiwać.
- Uwierzcie, nie – zaczęłam się śmiać, a Liam mi zawtórował.
Zrobiliśmy sobie kilka fotek i ruszyliśmy z Liamem w stronę domu. Czeka nas dłuuuga podróż samochodem.
- I właśnie zyskałaś sławę – uśmiecha się patrząc mi w oczy, gdy stoimy na światłach.
- Niezasłużenie – burczę. - To czysty przypadek, że jestem jego siostrą. Nie mam zamiaru tego wykorzystywać.
- Wiem – jego uśmiech się zmienił. Nie jest już taki szeroki, a wręcz nieśmiały. - Po prostu teraz już wszyscy wiedzą, że jesteś siostrą Louisa. Czasami sytuacja będzie się powtarzać... Chyba nie będziesz odmawiać fankom zdjęć, co?
- Jeśli będą chciały je mieć to raczej nie, ale... no nie wiem. Czuję się jakbym wykorzystywała sławę brata.
- Tak nie jest i nie będzie. Zapamiętaj, a teraz pomyśl jak przekonać brata na malowanie pokoju.
Odpowiadam mu uśmiechem i już nie drążę dalej tematu.
 
______________________________________________________________________________________________
Hejka :D
No i jest kolejny rozdzialik :)
Bardzo dziękuję za dotychczasowe komentarze i liczę na kolejne pod tym postem :)
Powiedzcie czy wam się podoba i czy chcecie bym dalej to pisała :)
Do zobaczenia MOŻE za tydzień.
Pozdrawiam i całuję xx

Kontakt:
TT: @Love_Paula1D
GG: 7534371
informuję o rozdziałach :)

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 2

Od samego rana Louis wariował. Latał po całym domu i na wszystko się darł. Nie pasowało mu, że chodzimy w bokserkach po domu, albo, że ktoś coś gdzieś zostawił. Dostawał totalnej furii. Ja nie wiem o co mu chodzi. W końcu to tylko jego siostra. Zrozumiałbym gdyby to byli rodzice, no bo trzeba im pokazać, że dajemy sobie sami radę, ale, że siostrze? No bo ile ona może mieć? Z 10? 12 lat? Dobra, rozumiem, że może nasze chodzenie w samych bokserkach nie jest zbyt odpowiednie, ale przecież zdążymy się ubrać do jej przyjazdu...

Vanessa

Jestem niesamowicie podekscytowana i jednocześnie przerażona. Już dziś spotkam mojego kochanego Louiska. Tak bardzo się za nim stęskniłam... W dniu kiedy wyjechał straciłam najlepszego przyjaciela. Mimo iż jesteśmy rodzeństwem, jesteśmy też kumplami. Zawsze mogłam z nim pogadać i nie zawsze patrzył na wszystko jako mój brat, ale także jako przyjaciel. Nie mogę się już doczekać spotkania z nim, ale... Również jestem przerażona co do reszty. Dziś tak jakby po raz pierwszy poznam chłopaków z One Direction, a co mi w tym pomaga? Wiadomość, że będę z nimi mieszkała... Dno... Mam nadzieję, że mnie polubią. Nigdy nie chcieli mnie poznać, bo myśleli, że jestem jakimś małym brzdącem, ale ja też nie chciałam ich poznać. Mam co do nich pewne wąty. Może wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby nie zabrali mi brata! Przez te 2 lata nie miałam z nim prawie żadnego kontaktu. Na początku często do mnie dzwonił i opowiadał o chłopakach i jak mu się z nimi pracuje, jednak kontakt się urwał. Teraz odzywał się tylko po powrotach z zagranicy dając znak życia. Kiedy się dowiedziałam, że mogę z nimi zamieszkać strasznie się ucieszyłam. Będę miała okazję poznać lepiej chłopaków i sprawdzić na własne oczy, czy mój braciszek jest szczęśliwy.
Po 3 godzinnej jeździe pociągiem, dotarłam do Londynu. Obiecałam mamie, że zadzwonię po Louisa, żeby po mnie przyjechał, jednak chciałam mu zrobić niespodziankę. Całe szczęście znam jego dokładny adres. Co i raz wysyła nam pocztówki z okazji jakichś świąt i zawsze jest przy nich adres gdzie można odesłać odpowiedź. Nie zawsze jest to ich dom w Londynie, ale ten adres też był. Po wyjściu z pociągu, zabrałam swoją walizkę i udałam się na postój dla taksówek. Już po chwili mknęłam ulicami nie znanego mi dotąd Londynu. Wiem, może to dziwne, w końcu mieszkam w Anglii, ale naprawdę, nigdy nie byłam w stolicy. Jakoś tak... nigdy nie było okazji. Jak byłam młodsza, Louis obiecał mi, że kiedyś mnie zabierze do Londynu, ale teraz ma zespół i za bardzo nie miał okazji.
Dość sprawnie przejechaliśmy przez centrum Londynu i wjechaliśmy w tak zwane 'bogate dzielnice'. W tych dzielnicach mieszkają różne gwiazdy, między innymi mój braciszek.
Kiedy taksówka się zatrzymała wyjrzałam przez okno i zobaczyłam bardzo dużą wille. Mogłam się tego spodziewać... Za bardzo starałam się tym nie przejmować. Czym? A ty, że mój starszy braciszek jest dziany! Nie to żeby mi i pozostałej części rodziny żyło się źle. Mama ma dobrze płatną pracę, a odkąd Lou tak dużo zarabia, wspiera nas finansowo i można powiedzieć, że rozpieszcza. Nie można narzekać.
Wzięłam swoją walizkę i powoli udałam się w stronę drzwi. Kiedy przed nimi stanęłam, odetchnęłam głęboko i zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili drzwi się otworzyły i moim oczom ukazał się chłopak w loczkach. Zgadując z opisu to jest to Harry.
- Hej. W czym mogę pomóc? - zapytał uśmiechając się zalotnie. Powaga?
- Ja do Louisa – również się uśmiechnęłam.
Chłopak obczaił mnie od góry do dołu.
- Wejdź, zaraz go zawołam – uśmiechnął się przepuszczając mnie w drzwiach.
Kiedy znalazłam się w środku, chłopak odwrócił się do mnie plecami.
- Louis! - wydarł się na cały dom. - Jakaś ślicznotka do ciebie!
- Czekam na telefon! - odwarknął mu mój brat.
- No chodź! Liam ci powie jak będzie dzwonić!
- No dobra, idę! - wrzasnął i już po chwili zobaczyłam jak ktoś schodzi po schodach.
Kiedy okazało się, że to mój brat, wyszczerzyłam się i czekałam na jego reakcję. Zobaczył mnie w połowie schodów. Przystanął i patrzył na mnie oszołomiony. Po chwili również się wyszczerzył i zaczął do mnie biec.
- Vanessa! - wydarł się.
- Louis – jeszcze szerzej się uśmiechnęłam i już po chwili byłam ściskana przez Louisa.
- Boże, jak ja się za tobą stęskniłem!
- Ja bardziej! - przedrzeźniałam go.
Odsunął mnie na odległość ramion i spojrzał prosto w oczy.
- Chyba śnisz – wystawił mi język i oboje się zaśmialiśmy. - Dlaczego nie zadzwoniłaś? Miałem cię odebrać – zrobił się poważny.
- Oj przestań, nie jestem dzieckiem. Poza tym jak widzisz, dotarłam cała i zdrowa – uśmiechnęłam się.
- Moment – odezwał się Harry i oboje spojrzeliśmy na niego. - To jest twoja młodsza siostra?! - wytrzeszczył oczy.
- Nie mów, że mówiłeś im, że jestem młoda! Jeszcze sobie pewnie pomyśleli, że mam 10 lat! - spojrzałam desperacko na Louisa.
- Nie chciałem by cię i mnie nękali...
- Ale wiedziałeś, że jak tu przyjadę to wszystko się wyda, nie? - zapytałam z nadzieją.
- No wiesz... - zawstydził się.
- Z kim ja żyję – westchnęłam rozczarowana i odwróciłam się do loczka. - Jestem Vanessa, młodsza siostra Louisa – uśmiechnęłam się.
- Harry – odwzajemnił niemrawo uśmiech.
- Okej, Louis, kolega się nam zawiesił. Może zaprosisz mnie do środka?
- No jasne! Chodź, poznasz resztę! - zapiszczał i pociągnął mnie do salonu, gdzie znajdowała się pozostała 3. - Chłopaki, to jest moja siostra Vanessa. Van to Liam, Zayn i Niall – pokazał po kolei bruneta, mulata i blondynka.
- To jest twoja siostra? - zapytał Zayn.
- Was też miło poznać – uśmiechnęłam się. Serio kiedyś uduszę pasiastego...
- Przepraszam za nich – odezwał się Liam. - Są zaskoczeni. Spodziewali się...
- Dziesięciolatki? - przerwałam mu, a on potwierdził skinieniem głowy. - Louis, jesteś martwy.
- No co? Przecież nic nie wspomniałem o tym ile lat jesteś młodsza... - próbował się tłumaczyć.
- Nie jesteście podobni – stwierdził Niall. Jak się okazało dogłębnie mi się przyglądał.
- Miałabym być takim paszczurem? - zapytałam pokazując na braciszka.
- Chyba ja to powinienem powiedzieć – wystawił mi język. Oczywiście odpowiedziałam mu tym samym.
- I wszystko jasne – zaśmiał się Harry. - Identyko.
- Nie przejmuj się nim. Zawsze gada głupoty – pocieszał mnie Louis.
- Dlaczego nam nie powiedziałeś, że masz tak ładną siostrzyczkę? - zapytał Zayn i poruszył śmiesznie brwiami.
- Ona ma 16 lat. Odpuść – upomniał go.
- Szesnaście? - zapytał Niall. - Wyglądasz na więcej...
- Dzięki? - nie wiedziałam czy to był komplement czy nie.
- On miał na myśli, że wyglądasz dojrzalej niż przeciętna szesnastolatka – wytłumaczył Liam. Chyba będzie moim tłumaczem, tylko kto wytłumaczy jego słowa?
- A Liam chciał ci powiedzieć, że to był komplement – dodał Zayn.
Może jednak nie będzie aż tak źle...
- Dobra, a teraz powiedz co tam u ciebie? - zapytał Louis sadzając mnie na sofie.
- Nic ciekawego, lepiej opowiadaj co tam u ciebie. Słyszałam kilka plotek i mam nadzieję, że je zdemontujesz lub potwierdzisz. Chcę być na bieżąco – uśmiechnęłam się. - To prawda, że masz dziewczynę?
- Nie, nie mam. Gdybym miał, to ty byś się jako pierwsza dowiedziała – przytulił mnie.
- Mam taką nadzieję. Powiedz mi w takim razie jak tam wasza trasa? Opowiadaj wszystko – uśmiechnęłam się.
Nagle Liam poderwał się ze swojego miejsca i z kwaśną miną udał się na górę.
- A temu co? - zapytałam gdy zniknął za ścianą.
- Ma doła – odpowiedział mi zmartwiony blondynek, a mój brat zaczął opowiadać o swojej karierze.
Nie wiem czemu, ale jakoś nie miałam teraz ochoty słuchać opowieści 4/5 One Direction. Moje myśli cały czas krążyły wokół Liama i powodu dlaczego wyszedł. Czy powiedziałam coś nie tak? Przecież zapytałam tylko o ich karierę... Nie rozumiem tego. Jedynym wyjściem bym przestała się
tym zadręczać, jest dowiedzenie się o co chodzi.
- Co się dzieje z Liamem? - przerwałam opowieść Louisa.
- Skąd mam wiedzieć? Nie gada z nami. Nie przejmuj się nim, przejdzie mu – uśmiechnął się.
Wstałam z kanapy, a mój brat poszedł w moje ślady.
- Dokąd idziesz? - zapytał.
- Znasz mnie. Muszę się dowiedzieć co się stało...
- Niech ci będzie. Schodami na górę, pierwsze drzwi na lewo.
- Dzięki braciszku – dałam mu buziaka w policzek i poleciałam do wskazanego pokoju.
Jeszcze wychodząc usłyszałam jak Harry jęczy, że też tak chce, a potem jęczy z bólu, co oznacza, że oberwał od mojego brata. Zaśmiałam się pod nosem i gdy stałam już przy właściwych drzwiach, delikatnie w nie zapukałam.
- Zostawcie mnie – warknął ktoś po drugiej stronie.
Taa, dobrze trafiłam. Uchyliłam delikatnie drzwi i zajrzałam do środka.
Siedział po turecku na łóżku i patrzył w okno. Kiedy zorientował się, że ktoś wszedł do pokoju, zaczął się odwracać.
- Ja nie jestem nimi – uśmiechnęłam się gdy chłopak na mnie spojrzał. - Mogę?
- Vanessa? Jasne wejdź – odpowiedział, a ja posłusznie weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. - Tylko wiedz, że nie jestem w nastroju do pogawędek o swojej karierze.
- Spoko, nie przyszłam żeby z tobą o tym gadać – usiadłam obok niego na łóżku.
- Skoro tak, to co cię tu przygnało – zapytał ewidentnie rozluźniony i zaciekawiony.
- Chciałabym się dowiedzieć co powiedział lub zrobiłam nie tak, że uciekłeś tutaj – udałam zmartwioną, to zawsze działa.
- Po pierwsze to nie twoja wina, a po drugie to wcale nigdzie nie uciekłem – uśmiechnął się.
- W takim razie dlaczego sobie poszedłeś? - zapytałam wprost. Nie może mi odmówić wyjaśnień.
- Nie chcę cię tym zanudzać...
- Ale ja z chęcią posłucham. Mam dużo czasu – uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Niech ci będzie. Chodzi o to, że chciałaś słuchać o tym jak toczy się nasza kariera, a mi... Jakoś nie umiem o tym gadać. To wszystko to zwykła monotonia. Poza muzyką wszystko mnie nudzi... Zresztą sam nie wiem...
- Ciekawe – stwierdziłam. - Może ci pomogę – zaoferowałam się.
- W czym? - zapytał skołowany.
- Pomogę ci pozbyć się monotonii. Musisz mi wszystko opowiedzieć, wyżal się.
- Co mam ci powiedzieć? - zapytał sfrustrowany.
- Wszystko. Co cię nudzi, co ci się podoba w twojej karierze, wszystko co z nią związane.
- Skoro chcesz, to proszę. Najbardziej podoba mi się to, że mogę tworzyć muzykę, śpiewać i robić to wszystko dla fanów. Kocham muzykę od zawsze i ta pasja nigdy nie zniknie.
- A co ci się nie podoba?
- Wszystko mi się podoba. Koncertowanie... nagrywanie płyt... to wszystko jest niesamowite i męczące, jednak nie przeszkadza mi to. Jestem w stanie zarwać tyle nocy ile potrzeba. Jednak bycie gwiazdą nie polega tylko na tym. Jest jeszcze promocja. Musimy brać udział w nudnych wywiadach, sesjach. To wszystko jest okropne. Albo wyobraź sobie. Idziesz sobie na spacer, a tu napada na ciebie 20 fanek i chce autografy, zdjęcia... Nie mamy w ogóle prywatności. To jest straszne.
- Czyli masz ochotę być normalnym chłopakiem – stwierdziłam.
- Tak, ale równocześnie nie chcę stracić kumplów. Cieszę się, że ich poznałem i, że powstało One Direction...
- No tak. Gadałeś z nimi?
- Powiedzmy. Upierają się, że potrzebna mi dziewczyna, ale to idiotyczne...
- To wcale nie jest idiotyczne – spojrzał na mnie z pytaniem wymalowanym w oczach. - No posłuchaj. Poniekąd w twoim życiu zapanowała monotonia. Gdybyś miał dziewczynę w życiu by się to nie stało.
- Dlaczego?
- Facetowi to trzeba wszystko tłumaczyć jak dziecku – mruknęłam, a Liam wywrócił oczami. - Kobieta zmienną jest. Przy dziewczynie nigdy nie będziesz się nudził. Jeśli ją kochasz to starasz się robić wszystko by ją uszczęśliwić. Dziewczyna ma swoje humorki. Raz jest wesoła, raz smutna, wszystko to powoduje, że dla jej szczęścia robić różne rzeczy.
- No okej. Przyznam, to ma sens, ale to nie zmienia faktu, że to jest niemożliwe.
- Czemu? - mruknęłam poirytowana. Czy faceci zawsze muszą wszystko komplikować?
- Bo jestem sławny. Każda dziewczyna, która zwróci na mnie uwagę, poleci na moją kasę i sławę, a nie dlatego, że coś do mnie poczuje. Nie, sorry, poczuje, pociąg do mojego portfela.
- Jesteś kretynem – skomentowałam. - Nie przesadzasz? Nie wszystkie dziewczyny są takie. Spójrz na swoje fanki. Kochają cię za to kim jesteś, nie tylko za to, że jesteś sławny lub wyglądasz jak ciacho...
- Wyglądam jak ciacho? - przerwał mi uśmiechając się zadziornie.
- Oj wiesz co miałam na myśli – zarumieniłam się.
- Ale powiedz, uważasz, że jestem ciachem? - poruszył zabawnie brwiami przysuwając się bliżej do mnie.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Liam jest mega seksowny, ale mu przecież tego nie powiem!
- No yyy... no wiesz... tak na pewno myślą wasze... no te... fanki! - wydukałam. Jestem pewna, że wyszłam na kretynkę.
- Może i tak, ale ja chcę znać twoje zdanie – przysunął się jeszcze bliżej.
Teraz siedzieliśmy centralnie naprzeciwko siebie i nasze kolana się stykały. Trochę mnie to rozpraszało.
- Okej, niech ci będzie – westchnęłam. - Jesteś całkiem przystojny, zadowolony?
- Nawet bardzo – wyszczerzył się triumfalnie, a ja wywróciłam oczami.
- Wróćmy do tematu – chciałam zakończyć ten temat. - Na czym skończyliśmy? - zapytałam samą siebie. - Widzisz? Przez ciebie straciłam wątek! - udałam obrażoną.
- Nie przesadzaj – zaśmiał się. - Mówiłaś za co kochają mnie fanki.
- O, no właśnie! Więc tak jak już powiedziałam, one nie kochają was tylko za sławę i wygląd – zawiesiłam się na moment – ale za to jacy jesteście. Kręcicie różne filmiki, na których jesteście sobą, albo organizujecie Twitcamy. W ten sposób fani poznają was lepiej i są w stanie wybrać swojego 'ulubieńca'. Jestem przekonana, że znajdziesz kiedyś dziewczynę, która cię pokocha za to, że jesteś Liamem, a nie Liamem Paynem z One Direction.
- Może masz rację – skomentował.
- Ja zawsze ją mam – wystawiłam mu język, na co się zaśmiał. - Więc nie przejmuj się, znajdziesz swoją miłość. Musisz na nią po prostu poczekać. Teraz musisz czymś zastąpić tą pustkę.– uśmiechnęłam się przyjaźnie, co odwzajemnił.
- Ej, ty też masz swojego 'ulubieńca'? - zmienił temat.
- Nie jestem waszą fanką – skomentowałam.
Po części to nie było kłamstwo. Nie jestem ich fanką, ale zawsze lubiłam ich zespół. Na początku ze względu na brata, ale potem... Chłopak na chwilę przygasł, ale po chwili znów ożył.
- Ale i tak możesz go wybrać. Powiedz, gdybyś była Directioner to kogo byś wybrała?
- Liam, nie znam was. Jedyną osobą, która na pewno nie będzie moim 'ulubieńcem' jest Louis.
- Do przewidzenia. To by było takie trochę... dziwne – skrzywił się na samą myśl o tym. - A ja? Miałbym jakieś szanse?
- Jak pozostała 3 – uśmiechnęłam się.
Bardzo przyjemnie mi się rozmawia z Liamem. Jest taki miły i uroczy... Wróć, tego nie miałam powiedzieć. Cieszę się, że go poznałam. Ten wyjazd chyba nie będzie taki koszmarny.
- A oni też są twoim zdaniem przystojni? - wyrwał mnie z rozmyśleń. Na serio nie mam pojęcia o co mu chodzi.
- Proszę cię, daruj.
- No weź, powiedz – prosił.
- Dlaczego cię to tak interesuje?
- No... bo... tak? - zapytał.
- Jesteś śmieszny – zachichotałam.
- Vanessa, no weź. Powiedz! Skoro nas tak dobrze nie znasz, to możesz sprawiedliwie ocenić!
- Nie powiem ci! - oburzyłam się i wstałam z łóżka. - Na mnie już czas.
- Zostań jeszcze chwile – złapał mnie za rękę. - Dobrze mi się z tobą gada.
- Mi z tobą też, ale... muszę się rozpakować.
- Masz na to dużo czasu. Chcesz uniknąć odpowiedzi? Nie możesz powiedzieć mi, kto jest twoim zdaniem najprzystojniejszy? - nie dawał za wygraną.
- Liam, nie bądź dziecinny – spojrzałam na niego złowrogo, na co chłopak mnie puścił.
Odwróciłam się do niego plecami i podeszłam do drzwi. Cały czas czułam na sobie jego spojrzenie.
- Ty – rzuciłam spoglądając na niego.
Patrzył na mnie zaskoczony. Puściłam mu oczko i z uśmiechem na twarzy wyszłam z jego pokoju. Kiedy znalazłam się sama na korytarzu, oparłam się o ścianę i starałam się wszystko przemyśleć. Co mnie podkusiło żeby mu to powiedzieć? No tak, prawdomówna ja, ale serio? Nienawidzę w sobie tego. Muszę się nauczyć trzymać język za zębami. W sumie Liam mi się podoba... ja tego nie powiedziałam...
Odetchnęłam głęboko i zeszłam na dół. Cała czwórka była na swoim miejscu, czyli w salonie.
- O, jesteś – uśmiechnął się Harry.
- Coś długo cię nie było – odezwał się bardzo poważnie Louis.
- No wiesz, rozmawialiśmy – uśmiechnęłam się.
- Rozmawialiście? - zapytał podejrzliwie.
- O czym? - wtrącił blondasek.
W oczach całej czwórki widać było zainteresowanie.
- Głównie to o Liamie – zastanowiłam się.
- Konkrety – upomniał Lou. Ah ta jego wścibskość.
- Oj no, próbowałam się dowiedzieć co mu się stało i dałam mu kilka rad – uśmiechnęłam się.
Chłopaki pokiwali ze zrozumieniem głowami. W tym samym czasie po schodach zbiegł uśmiechnięty Liam i gdy tylko mnie zobaczył podszedł do mnie.
- Zapomniałem ci podziękować – uśmiechnął się i dał mi buziaka w policzek. Zarumieniłam się.
- Nie ma za co – odwzajemniłam uśmiech.
- Ej, nie miałaś się czasem rozpakowywać? - zapytał z wyrzutem.
- No tak... - zaczęłam, ale mój braciszek mi przerwał.
- Właśnie idzie – odpowiedział za mnie, chwycił walizkę stojącą przy ścianie i łapiąc mnie drugą ręką, zaprowadził na schody.
Będąc już na górze zorientowałam się, że mój pokój jest zaraz obok Liama. Miło. Weszliśmy do odpowiedniego pokoju. Rozejrzałam się i przyznam pokój jest całkiem całkiem. Mam własną łazienkę, dużą szafę, biurko, telewizor, sofę z fotelami i ogromne łóżko. Mój pokój podobny jest do pokoju Liama, co chyba oznacza, że większość tak wygląda. Jedynym szczegółem, który mi się nie podoba, jest kolor ścian. Może uda mi się przekonać braciszka do małego remonciku. Louis rzucił moją walizkę na łóżko, po czym wyjrzał za drzwi i je zamknął.
- Co robisz? - zapytałam zaciekawiona.
- Musimy pogadać – stwierdził.
- Louis, dopiero co przyjechałam, a ty już chcesz stawiać mi jakieś ultimatum? Proszę cię, jutro.
- O co chodzi z Liamem? - olał moje słowa.
- O nic. Rozmawialiśmy i tyle.
- I dlatego cię pocałował? - zatkało mnie.
- To był pocałunek w policzek! Policzek! W ramach podziękowania! - teraz to go zatkało. - Odwala ci? Może mi jeszcze powiesz, że nie wolno mi się kolegować z twoimi kumplami, albo w ogóle z nimi gadać?
- Nie przesadzaj. Martwię się o ciebie – bronił się.
- Niepotrzebnie. Mam własny rozum i decyduję co chcę robić. Poza tym dopiero się poznaliśmy i... tylko się przyjaźnimy. Wyluzuj.
- Vanessa, masz tylko 16 lat, a ja jestem za ciebie odpowiedzialny. Muszę się martwić.
- Za 2 lata będę pełnoletnia, więc nie, nie musisz. Mama przysłała mnie tu, bo wie, że jestem samodzielna i dam sobie radę.
- Ale to nie zmienia faktu, że jesteś jeszcze niepełnoletnia, a ja jako twój brat i aktualnie opiekun muszę mieć na ciebie oko, a twoim obowiązkiem jest słuchanie mnie.
- Wiesz co? Zmieniłeś się. Kiedyś patrzyłeś na wszystko jako mój kumpel, a teraz zamieniłeś się w nadopiekuńczego ojca. Wiesz co? Dam ci radę. Zniknij jak on.
Chłopak patrzył na mnie zszokowany. Miałam go po dziurki w nosie. Przyjechałam tu by spędzić trochę czasu z bratem. A co z tego mam? Kłótnie, brak zaufania... Super, a to wszystko w ciągu jednego dnia.
- Vanessa... - chciał mnie dotknąć, ale się odsunęłam.
- Po prostu wyjdź. Mam tego dosyć – usiadłam na łóżko i schowałam twarz w dłonie.
Jak powiedziałam, tak zrobił. Kiedy usłyszałam zamykanie drzwi, opadłam na łóżko. Mimo tej kłótni z bratem, nie żałuję, że przyjechałam do Londynu. Oddaliłam się z LouLou, ale mimo to poznałam czterech wspaniałych chłopaków, z którymi z pewnością nie będę się nudzić.
Postanowiłam nie siedzieć i nie użalać się nad sobą, tylko się rozpakować. Po około godzinie wszystko już było na swoim miejscu. Nie powiem, zmęczyło mnie to trochę. Dla relaksu położyłam się na łóżku i lekko odpływałam, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kto tam? - zapytałam.
- To ja – do środka zajrzał uśmiechnięty Liam. Odwzajemniłam uśmiech.
- Wejdź – chłopak zrobił jak poleciłam. - Co cię tu sprowadza?
- Przyszedłem zawołać cię na kolacje.
- Nie jestem głodna...
- Musisz coś jeść – przerwał mi.
- Jadłam obiad w drodze do was – skłamałam. - Poza tym jestem bardzo zmęczona i nie mam apetytu.
- Skoro tak uważasz... Jak ci się podoba pokój – próbował zagadać. Szkoda mi go zlewać, ale... muszę.
- Liam, pogadamy o tym jutro okej? Chciałabym się położyć...
- Dobrze. To miłych snów – uśmiechnął się.
- Wzajemnie – oddałam uśmiech, a chłopak opuścił pomieszczenie.
Udałam się do łazienki wziąć prysznic, a następnie położyłam się i po chwili już spałam.
__________________________________________________________________________________
Hej :)
To już 2 rozdział... Nie wiem dlaczego, ale wciąż się stresuję jak odbierzecie tę historię. Myślałam, że przy 2 blogu już tak się nie będę czuła, ale widzę, że nerwy nie odpuszczają :)
Więc może konkrety.
Bardzo chętnie was zapraszam do OBSERWOWANIA bloga oraz do KOMENTOWANIA.
To wiele dla mnie znaczy.
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, zostawcie swój kontakt w komentarzu lub skontaktujcie się ze mną:
Twitter: @Love_Paula1D
Gadu-Gadu: 7534371
Kolejny rozdział ukarze się prawdopodobnie za tydzień, ale nie gwarantuję :)
Całuski xx